Urzędniczka celebrująca uroczystość zamrugała podejrzanie wilgotnymi oczami i postanowiła, że nie wygłosi wyświechtanej zwyczajowej formułki, gdyż suche słowa nie przystawały do takiej okazji.

– Chciałabym powiedzieć, że pierwszy raz spotykam tak bardzo zakochanych ludzi. I jestem dumna, że to właśnie ja mogę ponownie ogłosić ich mężem i żoną. Oby ich życie było równie piękne i wspaniałe, jak ich miłość.

Wszyscy wstali, zaczęli bić brawo i wznosić radosne okrzyki. May Peterson podniosła Tony'ego na rękach, żeby mógł lepiej widzieć.

– No, nareszcie – mruknęła sama do siebie.

Czy oni naprawdę sądzili, że udało im się ją zwodzić przez ten cały czas? Poznała prawdę, gdy podczas pobytu u nich przed dwoma laty przypadkiem zajrzała do albumu ze zdjęciami i zorientowała się, że wysłali jej fotografie ze ślubu siostry Adama. Oczywiście natychmiast odgadła, że zrobili to dla niej, co wzruszyło ją głęboko.

Nie zamierzała jednak nigdy się przyznać, że przejrzała ich grę, zadali sobie zbyt wiele trudu i nie chciała tego marnować. Tym bardziej teraz, kiedy ich przyjaciele oraz rodzina Adama dołączyli do tego niewinnego oszustwa.

– Mamuś? – Bianka podeszła do niej, oczywiście przytulona do ramienia wpatrzonego w nią męża. – Chcieliśmy ci jeszcze raz podziękować za to, że zaopiekujesz się Tonym podczas naszego drugiego miodowego miesiąca.

– Dla mnie to tylko radość, Rozpieszczę go wam zupełnie!

– Aha, i mamy dla ciebie pewien mały prezent – ciągnęła Bianka.

– Czy wy aby nie przesadzacie? Przecież nie musicie mi się odwdzięczać za zajmowanie się moim własnym wnukiem – zaoponowała.

– Nie, to nie ten rodzaj prezentu…

W tym momencie poczuła się naprawdę zaintrygowana. Co też oni wymyślili?

– No, mów, widzisz, że płonę z ciekawości – ponagliła.

– Za jakiś czas będziesz mogła rozpieszczać dwójkę wnuków.

May po prostu nie wiedziała, co powiedzieć. Przytuliła córkę do siebie i ponad jej ramieniem spojrzała na swego zięcia.

– Dobra robota, chłopcze – powtarzała tylko ze łzami w oczach. – Dobra robota.

Córeczce dali na imię May. Ku ich radości i zaskoczeniu Tony, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przedzierzgnął się nagle z nieznośnego urwisa w opiekuńczego braciszka. Uparł się, że podczas popołudniowych drzemek będzie sypiał w jej pokoju, żeby w razie czego móc jej bronić. Oczywiście miał go w tym wspomagać nadzwyczaj dzielny Lucky. Adam nie wyraził na to zgody, lecz wystarczył jeden uśmiech Bianki, by chłopiec i pies znów postawili na swoim. Jak zwykle zresztą.

Miranda Lee

  • 1
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24