– Poznałaś już naszego gościa?

– Hałhalka? Tak, jest prześliczny. Zatrzymasz go?

– Tak. Benjy go potrzebuje, a temu szczeniaczkowi też przyda się właściciel. To okropne, kiedy ktoś porzuca zwierzę. Na samą myśl o tym krew się we mnie burzy.

– Kiedy zamierzasz powiedzieć Benjy’emu?

Matt popatrzył na nią nieco zdziwiony, jakby chciał powiedzieć: Już się wtrącasz? Chociaż nie, uznała po chwili, że wcale nie o to chodziło. Jak zwykle była przewrażliwiona.

– Zaraz. Podczas naszej nieobecności zajmie się kąpaniem tego psiaka i będzie miał towarzystwo. Bo Molly jak zawsze siedzi u siebie w pokoju z telefonem przy uchu.

– To też składa się na proces dojrzewania, Matt.

Wyszli na ganek. Benjy siedział na schodku tuląc szczeniaka do policzka. Podniósł wzrok na ojca, który skinął głową.

– Od teraz jesteś za niego odpowiedzialny. Zapamiętaj sobie, że jeśli nie będziesz się o niego troszczył, okażesz się nie lepszym człowiekiem niż ten, co go porzucił. Obiecaj mi, że o niego zadbasz.

– Obiecuję, tato. Jak myślisz, czy powinienem go wykąpać?

– Świetny pomysł. Ale uważaj, żeby do uszu nie dostała mu się woda, a do oczu mydło. A potem bardzo starannie go wytrzyj. Możesz też zabrać go na noc do łóżka. A na podłodze w kuchni, w twoim pokoju i pod drzwiami rozłóż gazety.

– W porządku, tato.

Przechodząc obok Emily, szarpnął ją lekko za spódnicę wyrażając w ten sposób swoje podziękowania.

– Gdzie się wybieramy, Matt?

– Myślałem, żeby pójść do Solly’s. Żeberka są tam wspaniałe, steki mięciutkie jak masło, a ryba zawsze świeża. A na deser podają doskonałe ciasto brzoskwiniowe. Nie jest to na pewno elegancka restauracja, lecz zdecydowanie dobra.

– Jeśli o mnie chodzi, wszystko jedno, gdzie pójdziemy. Nie jestem specjalnie wybredna.

– Między innymi za to właśnie cię lubię – powiedział zdejmując jedną rękę z kierownicy, by dotknąć jej dłoni. – Nigdy niczego nie udajesz, nie jesteś pretensjonalna i nie uważasz, że… że należy ci się to czy tamto. Prosty z ciebie człowiek, dokładnie tak jak ja.

Prosty człowiek – powtórzyła z przykrością w myślach. Wiedziała jednak, że Matt uważał to za komplement.

– Jestem jak otwarta księga.

– No właśnie. Kobiety tak świetnie potrafią ujmować myśli w słowa. Bardzo ładnie dziś wyglądasz, Emily. Jak zawsze zresztą. Nawet wtedy, gdy byłaś cała poobijana.

– Matt, czy tymi pochlebstwami próbujesz przygotować grunt pod coś?

– Boże broń. Po prostu Molly ciągle mi powtarza, że powinienem mówić co myślę, bo nikt nie jest jasnowidzem i nie potrafi sam tego odgadnąć. I rzeczywiście ma rację. Jej rada okazała się bardzo pomocna w postępowaniu z Benjym. Wiesz, Emily, niby do twojego wyjazdu zostało jeszcze dwa tygodnie, ale ja już za tobą tęsknię.

– Przecież zawsze możesz do mnie zadzwonić – odrzekła beztrosko.

– Tak, lecz to zupełnie co innego.

– Fakt – zgodziła się z nim. – Ja też będę za tobą tęsknić.

– Kto by pomyślał, że w wieku pięćdziesięciu pięciu lat zakocham się i znów poczuję jak nastolatek. Czy ty również tak się czujesz?

– Właściwie tak.

Przez kilka następnych minut Matt milczał.

– Nie wydaje ci się dziwne, że nigdy dotąd nie rozmawialiśmy o naszej przeszłości? – odezwał się w końcu.

– Zastanawiałam się nad tym czasami – odparła. – Jak sądzisz, dlaczego tak się stało?

– Podejrzewam, że nie chcieliśmy tracić chwil, które mamy teraz na wspominanie tego, co było. A czy chcesz mi o czymś powiedzieć? Pamiętaj, że nie musisz, nie wymagam zwierzeń…

Wjechali akurat na parking przed restauracją „Solly’s”. Matt wyłączył silnik i schował kluczyki do kieszeni.

– Bardzo późno się ożeniłem – zaczął biorąc Emily za rękę. – Miałem wtedy czterdzieści jeden lat. Już myślałem, że do końca życia pozostanę kawalerem, że będę tylko czarował kobiety, a potem je zostawiał. Ale spotkałem moją żonę; była dwadzieścia jeden lat młodsza ode mnie. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia i to po uszy. Caroline była… miała w sobie coś nieziemskiego. Niska, drobna, o oczach barwy ciemnego opalu. Uśmiechała się najpiękniej na świecie. Wprawdzie była dla mnie o wiele za młoda, lecz nie dbałem o to. Przysiągłem troszczyć się o nią do końca życia. Ustawiłem ją na piedestale i nigdy nie pozwoliłem z niego zejść.

– Matt, naprawdę nie musisz mi o tym opowiadać.

– Nie muszę, ale chcę, żebyś o tym usłyszała. Caroline nie miała najmniejszego pojęcia o gotowaniu czy zajmowaniu się domem. Sam nie wiem, jak to możliwe, ale czegokolwiek się tknęła, kończyło się totalną katastrofą, więc wolałem robić wszystko sam. Tak więc gotowałem, sprzątałem, a kiedy urodziła się Molly, zacząłem pracować na dwa etaty, żeby móc opłacić opiekunkę.

Caroline wypełniała sobie dni haftowaniem, oglądaniem telewizji i czytaniem książek. Mówiła, że mnie kocha i że kocha Molly, ale moim zdaniem ona nawet nie rozumiała znaczenia tego słowa. Uprawialiśmy seks, lecz nie dawało nam to satysfakcji. Nawet nie wiedziałem, że między dwojgiem ludzi może być tak jak między nami. Miałem wiele kobiet, ale łączył mnie z nimi wyłącznie seks bez cienia emocjonalnego zaangażowania.

Kiedy urodził się Benjy… moim zdaniem, po porodzie Caroline nigdy już nie była taka jak przedtem. Marniała z dnia na dzień, niemal na moich oczach, a ja się nie zorientowałem. Kiedy było już za późno, zapytałem dlaczego nic nie mówiła, dlaczego nie powiedziała, że źle się czuje, a ona odrzekła, że… że… że myślała, iż to kara za to, że nie kocha mnie ani dzieci. Oszalałem wtedy zupełnie. Zacząłem pić i omal nie straciłem pracy. Ivan nie raz mnie zastępował pracując często na obydwu zmianach. Wyobraź sobie, że w dzień śmierci Caroline byłem taki pijany, że nie mogłem podnieść się z podłogi. Ivan twierdzi, że poszedłem na jej pogrzeb, lecz w ogóle sobie tego nie przypominam. A cały okres mojego małżeństwa też wspominam dość niejasno. Jak mogłem…?

– To już przeszłość, Matt. Proszę cię, zmieńmy temat.

– Uważałem, że powinnaś to wiedzieć. Poza tym nie chciałbym popełnić kolejnego błędu. Powiedz, Emily, czy spotykając się robimy błąd?

Emily pomyślała, że jeśli chce z nim zerwać, to teraz właśnie Matt daje jej świetną ku temu okazję. Pragnąc dać mu taką samą szansę, powiedziała:

– Jeśli pochopnie przyjmiemy na siebie zobowiązania, do których wypełnienia żadne z nas nie jest tak naprawdę gotowe, to tak.

– Wejdźmy do środka.

– A może wolałbyś, żebyśmy pojechali do mojego domku? Padniemy na kolana przed siostrą Cookie i będziemy błagać, żeby dała nam jakieś resztki z kolacji. Jeśli chodzi o mnie, to nie mam nic przeciw temu.

– Naprawdę?

– Nic a nic.

– Chciałem, żebyś choć jednego wieczoru dobrze się bawiła. I tak ładnie dziś wyglądasz.

– Chyba jednak wolę pojechać do domku.

Chwilę później wyjechali z parkingu. Było już ciemno. Emily czuła, jak wiatr rozwiewa jej włosy, słuchała jego szumu i uśmiechała się.

– Kocham cię, Emily.

– A czy kochałbyś mnie, gdybym była gruba, miała podwójny podbródek i mnóstwo zmarszczek na twarzy?

Matt odpowiedział dopiero po króciutkiej przerwie.

– Oczywiście, że tak. Wygląd to sprawa drugorzędna. Nie zakochałem się w tobie dla twojej urody.

Serce Emily zamarło na moment. Ben powiedział jej kiedyś dokładnie to samo, ale on się nie zastanawiał. W dodatku widział ją i wtedy, gdy była gruba i brzydka, i potem. A Matt znał jedynie tę odnowioną Emily. Nie wiedział nawet, że miała robiony lifting twarzy. Jak to możliwe, że od tych dwóch mężczyzn usłyszała te same słowa? Pewnie mieli na myśli to wewnętrzne piękno, o którym tyle się mówi. Postanowiła, że porozmawia jeszcze raz z zakonnicami, a może nawet z księdzem Michaelem.

Gdy dojechali na miejsce, Emily wyskoczyła z samochodu wprost w ramiona Matta. On obrócił się z nią dokoła, po czym uniósł ją wysoko w górę.

– Kocham cię, Emily – krzyknął. – Chcę się z tobą ożenić!

– Rety! – krzyknęła i mocno go pocałowała. – Wiesz co, Matt, prawdę mówiąc nie jestem wcale głodna. Może chodźmy na spacer. Uwielbiam wieczór, bo jest to pora, kiedy jeden dzień już właściwie się kończy i można sobie powspominać, jak minął, a drugi ma się dopiero przed sobą i można się zastanowić, co zrobić, żeby był lepszy od poprzedniego. A ty, Matt, lubisz wieczór?

– Ja mam raczej słabość do wschodów słońca – odrzekł sięgając po jej rękę. – Bo są początkiem nowego dnia i w ogóle. Jak myślisz, czy zakochać się w wieku pięćdziesięciu pięciu lat to coś nienormalnego?

– To pewnie najlepszy czas na miłość. Jest się wtedy starszym i mądrzejszym i, jak nigdy dotąd, zdolnym do przeżycia pełni uczuć – odparła Emily spokojnie. Zastanawiała się, kiedy Matt uświadomi sobie, iż ona jeszcze nie wyznała mu miłości.

– Emily, czy bardzo trudno by ci było rozstać się z New Jersey i tymi… lekcjami gimnastyki? Potrafiłabyś czuć się tu szczęśliwa?

Lekcje gimnastyki? Pytał, czy mogłaby porzucić swoje dotychczasowe życie? Właściwie już dawno temu powinna była mu powiedzieć, kim jest naprawdę, tylko że jakoś nie wydawało się jej to ważne. A mężczyźni mają o sobie takie wysokie mniemanie. Zastanawiała się, czy fakt, że zrobiła karierę, będzie miał wpływ na ich związek?

– Nie wiem, Matt – zaczęła. – Małżeństwo to bardzo poważny krok, a my nie znamy się zbyt długo. I nie jesteśmy już dziećmi. Nie mam pewności, czy nadaję się na macochę. Słuchaj, czy nie moglibyśmy porozmawiać o tym jutro czy pojutrze? Bo dzisiaj… nie wiem jak to nazwać, ale dzisiejszy wieczór wydaje mi się jakiś uroczysty. Nie bardzo potrafię ci wyjaśnić tego, co teraz czuję. Mamy przepiękną noc, wszystko wokół jest takie cudowne i jesteśmy razem, ty i ja. Tak nam się wspaniale szczerze rozmawia i to właśnie jest ważne.

Od razu pomyślała, że sama nie jest przecież szczera. Oszukiwała Matta nie mówiąc mu prawdy o swoim życiu. Uznała jednak, że zdoła to naprawić później. Gdy okaże się to istotne, upora się z tym problemem. Uświadomiła sobie, że dostała już dwie propozycje małżeństwa, a jeszcze tak niedawno sądziła, że nikt już nie zechce się z nią ożenić.